poniedziałek, 31 marca 2014

heej ;*

 Wybaczcie mi tak dluga nieobecnosc i to, ze tak pisze, ale jestem na tablecie i nie mam polskich znakow. Z calego serca przepraszam Nikolette, ale nie moglam skomentowac... ciesze sie jednak, ze wspomnialas o mnie, i ze miko wszysto wrocilas! Ja narazie nie bede dodawac os. Pomyslalam o tym, zeby moze pisac takie niedlugie opowiadania o roznych osobach. Jak pomysl by sie wam spodobal to mysle, ze do dwudziestego kwietnia powinnien rozdzial sie pojawic... Jezeli bede miec czas dzisiaj sprobuje dodac gotowy prolog, ale bez znakow polskich. Dziekuje Nel Pasquarelli za ten poprzedni komentarz, dziekuje kochana <333
Co ja jeszcze chcialam?!
Aa wiem! Postanowilam, ze rozdzial pierwszy opowiadania o Fedemile pojawi sie, jezeli pod prologiem bedzie conajmniej 5 komentarzy. Wiem, ze to szantaz, ale mam malo komentarzy, mimo ze 20 glosow na tak i 6 obserwatorow.

Wybaczcie, jesli kogos zdenerwowalo to wymuszanie, ale pisze dla Was i dzieki Wam, dlatego tak mi na tym zalezy...

To tyle waznych informacji... postaram sie dzis cos dodac, tak wiec do nastepnego
KOCHAM WAS, WY KOCHANI MOI
Julie Walter ;*

niedziela, 9 marca 2014

" Proszę, nie bij"- [Marcesca]

Nie miało być kolejnej części, ale moja Kajaa
mnie natchnęła i tak oto przedstawiam część 3.
~~
Rozdział dedykuję Kai K.
za pomysł i komentarz


"Proszę, nie bij"
Spełniają się moje najskrytsze marzenia.
Cz. III

      Nigdy nie sądziłam, że mogę być taka szczęśliwa. Mam kochającą rodzinę, wspaniałego męża i dzieci, którym stworzyliśmy wymarzony dom, gdzie zawsze mogą schować się, uciec i być w nim, a nie uciekać.
Federico zachowywał się pewnego czasu nieładnie wobec Marco, ale nie dziwię mu się. Jest mądrym dzieckiem, wiedział, że mój ojciec męczył moją matkę, a potem jego tata mnie. Myślał więc, że to tak przechodzi. Doskonale wiedział też, że Marco jest spokrewniony z Diego, a bracia zawsze są do siebie podobni. To wszystko jednak przeszło mu i choć teraz już nie jest tak otwarty to traktuje go, jak ojca.
Teraz rozumiem, dlaczego moi przyjaciele zalecali mi odejście od Diego- chcieli, żebym była szczęśliwa. Dziękuję im za to i żałuję, że zrobiłam to tak późno.
*
     Siadłam zrezygnowana przy blacie w kuchni, obok Marco. Nagle mój telefon zawibrował, chwyciłam go, by przeczytać wiadomość. Zamarłam. 
- Ee, Fran, co jest?- zapytał zdenerwowany Marco- Kto napisał?
Kto napisał? Hmm, sama chciałabym to wiedzieć, ale..? Spojrzałam na mojego męża i powoli odczytałam treść SMS-a.
Obserwuje każdy Twój ruch.
Nie czuj się bezpieczna i bądź przygotowana.
Jeszcze będziesz moja.
L.
Marco popatrzył z niepokojem na mnie, a potem na mój telefon. Wyrwał mi go z ręki i jeszcze raz przeczytał.
- Spokojnie- powiedział po chwili i pogłaskał mnie po ramieniu. Nagle zobaczyłam kolejną wiadomość.
Ach, tak!
Zapomniałem o Marco, ale nie martw, 
z nim pójdzie łatwiej niż myślisz.
L.
Znów Marco wyrwał mi telefon. Teraz zdenerwowany podniósł się z krzesła i rozejrzał w około. Był pusto, podeszłam do mojego męża i lekko musnęłam jego wargi. Miał właśnie oddać mi pocałunek, gdy jakiś dziwny zapach wpił mi się w nozdrza. 
- Czujesz to?- zapytałam, odsuwając się na pewną odległość i spojrzałam na podłogę. Marco zrobił to samo. Nic jednak nie ujrzeliśmy, więc brunet kontynuował wcześniejszą czynność.
- Marco, to jakby dym- powiedziałam i złapałam jego ręke.
Oboje odwróciliśmy się w stronę drzwi do kuchni, zauważyliśmy, jak z przedpokoju rozprzestrzenia się ogień po całym domu, wysyłając wszędzie duszący dym. Marco niedługo myśląc skoczył w stronę schodów i pobiegł na górę. Zostałam sama. Pomarańczowe języki były coraz to bliżej. Już czułam ciepło bijące od nich. Teraz nie miałam możliwości ucieczki. Rozejrzałam się nerwowo po pomieszczeniu i olśniło  mnie...
Pobiegłam w stronę okna i szarpnęłam za klamkę. Od razu się otworzył i buchnęło we mnie ciepłym, ale orzeźwiającym powietrzem. Szybko wspięłam się na parapet i wyskoczyłam.Na podwórku widziałam już straże i mojego Fedusia, który stał otulony jakimś kocem. Obok niego strażak o siwych wąsach tłumaczył mu coś troskliwie, bo Fede uśmiechał się dziękczynnie.
- Mama!- krzyknął, kiedy podeszłam bliżej.
- Pani Francesco...- powiedział starszy mężczyzna i skrzywił się, obawiam się, że nie ma dobrych wieści.- Pani mąż i córka też byli w domu?- zapytał, a ja poczułam, jak zaciska mi się gardło
- Tak, a co...-tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić.
- Oni zniknęli....
*
      Usiadłam na sofie w salonie Ludmiły i Federico, i upiłam łyk kawy. Spojrzałam na godzinę w telefonie i nagle dostałam  SMS. Szybko zaczęłam go czytać.
Myślisz, że nie wiem, gdzie się chowasz?
Pierwszy był Marco i Natalia...
Teraz ty i Federico!
Pilnuj go, bo za chwilę może ci zniknąć!
No i  smacznej kawy...
L.
Rozejrzałam się nerwowo. Wokół panowała głucha cisza. W domu byłam tylko ja, a Ruggero i Federico bawili się na podwórku. Poprawiłam się na sofie i odstawiłam kubek na stolik.  Powoli wstałam i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Nagle, gdy chwyciłam już za klamkę, do pomieszczenia wbiegł Ruggero, potrącając się o mnie, i upadając na podłogę.
- Przepraszam ciociu- mówi przestraszony, a ja chichocze z jego zakłopotania- Ciociu...- mówi, ale głos mu się urywa- Bo.. Federico..On, jego...- zaczął się jąkać.
- Co z Federico?- zapytałam, przypominając sobie ostrzeżenie L. 
- Ktoś go... zabrał- wydusił- Jakiś czarny pan...
Wybiegłam z domu. Nie wiedziałam, gdzie biegnę, łzy zamazywały mi drogę. Te łzy, które od tak dawna skrywałam. Tera płakałam za Marco, Natą, Federico, przez tego cholernego L. i przez wszystko. Zostawiłam z tego wszystkiego Ruggero samego w domu- jestem tak nieodpowiedzialna.. 
Poczułam wibracje. Nie miałam ochoty sprawdzać wiadomości, ale się przemogłam- zrobię to dla synka. 
Szukasz go?
Ja ci zdradzę, gdzie on jest, ale...
Jest jeden warunek, musisz go spełnić, 
jeżeli nie, to nigdy nie zobaczysz syna.
Całuję L.
- Jak ja cię zaraz pocałuję- krzyknęła do telefonu- To nie wstaniesz przez miesiąc. Spojrzała na wyświetlacz.
Słoneczna 88.
L.
- Przecież to mój...- nie dokończyłam, bo szybko pobiegłam w stronę wyznaczonego celu.
Stanęłam przed moim dawnym domem i niepewnie otworzyłam drzwi. Były zamknięte. Szarpnęłam mocniej. Nagle ktoś zasłonił mi oczy i usta. Nie mogłam wołać o pomoc, więc zaczęłam się wyrywać. Na nic. Poczułam silne kopnięcie w kręgosłup i powoli dałam się prowadzić.
*
Usłyszałam krzyki. Chyba leżała,m, tak, na pewno. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zauważyłam, że na białej skórzanej sofie siedzi Diego, obok niego klęczy Federico, a trochę dalej na panelach leży Natalia. Zamknęłam szybko oczy, aby móc nie patrzeć na ten straszny widok. Rozejrzałam się. Trochę dalej ode mnie na podłodze leżał Marco, a jego ciało było bezładne. Wzdrygnęłam się. Federico poprawił na kolanach.
- Co robisz, bachorze?!- krzyknął i wstał- Nie kazałem ci przypadkiem być grzecznym, bo pamiętaj co się stanie z twoją "siostrą"- powiedział i zrobił cudzysłów w powietrzu.  Zbliżył się do niego i chwycił za włosy.
- Nie!!!- krzyknęłam i Diego, jak oparzony puścił Fede. Zaczął zbliżać się do mnie, a po drodze kopnął Natę, która leżała mu pod nogami.
- Zachciało ci się mnie opuszczać, szmato!- darł się- I jeszcze wychodzić za tego idiotę! Myślisz, że jestem tępy?! Że, jak wyprowadzisz się z tej ulicy to na innej cię nie znajdę?! Przyszłem po syna, rozumiesz?!- był już przy mnie, kopnął mnie w plecy- Obserwowałem cię ciągle, cokolwiek robisz! I wtedy na to wpadłem... Moja własność w cudzych rękach, pamiętasz jeszcze?!- wymiezył kolejne ciosy-Mój syn, wychowywany przez jakiegoś debila! Moja żona, która ma z nim dziecko!!!- kopał już bez opamiętania.
- Diego...- wyszeptałam- Ty jesteś chory psychicznie!
Przestał i nagle spadł na ziemię. Moim oczom ukazała się Lara z czymś ciężkim w ręce.
-Pomagałam mu w tym, ale teraz wiem, że to był błąd- powiedziała- Uciekajcie!
Nie miałam siły, by to zrobić, Marco też. 
- Fede, bierz Naty i uciekaj!- rozkazałam.
Wziął ją na ręce i przybliżył do mnie.
_ Ale bez ciebie...- zamknęłam oczy, a Lara odprowadziła go do wyjścia. 
Diego się poruszył.
- Chodź, pomogę ci- powiedziała i pomogła mi wstać, a następnie razem ocuciłyśmy Marco. 
Wybiegliśmy z domu
******
Aj, to nie miało tak być!
Pomysł był inny, taki fajny, a wyszło takie beznadziejne...
Przepraszam Kajaa, że dedykuję ci taki szaaajs,
mam nadzieję, że wybaczysz

Teraz tak- shot o Fedemile! Mam już jakieś 50procent
i NaXi, to ze czterdzieści.
Pierwszej częsci o Fedemiłce oczekujcie może nawet w tym tygodniu<33

Kocham Was <333
Julie Walter :8)

sobota, 22 lutego 2014

" Proszę, nie bij"- [Marcesca]

"Proszę, nie bij"
Jednak mam cichą nadzieję, że kiedyś będę szczęśliwa...
Cz. II

      Zeskoczyłam z krzesła i schowałam się koło szafek na dole. Nie chciałam, żeby Diego mnie zobaczył, bo by mnie zbił przy wszystkich. I przy Fedusiu i Angeles, i Jorge... Ale, no właśnie, Feduś. Co z nim? Jaka ze mnie matka?!
Momentalnie podniosłam się z ziemi, ale zaraz schowałam. Zastanowiłam się, co ja w ogóle wyprawiam, już sama nie wiem, co mam robić. Boję się. Nie tyle o siebie, co o syna. Przeczołgałam się po podłodze do przedpokoju. Byłam właśnie koło sofy, skąd dobrze widać drzwi wejściowe. Nagle się otworzyły, a w progu stanął Diego. Trzymał za kaptur kurtki Fedusia, a na jego twarzy malowała się złość. Teraz wiedziałam, że humor mu się pogorszył i będzie dla mnie okropny.
- Wstań!- krzyknął nie ruszając się z miejsca.
Wstałam.
- Teraz podejdź!- rozkazywał dalej.
Podeszłam.
- Federico, siadaj na kanapę!- powiedział trochę łagodniej.
- Nie- postawił się, chociaż dawałam mu znaki, aby tego nie robił.
- Co powiedziałeś?!- wykrzyknął Diego i złapał go z całej siły za skórę na karku- Siad, mówię!- i trącił go na podłogę.
Mały usiadł na kanapie z łzami w oczach i schował twarz w dłonie.
-Patrz- warknął Diego i Fede momentalnie popatrzył.
Diego chwycił mnie za włosy i pociągnął mnie w stronę pianina , tak, że upadłam do tyłu, uderzając się w głowę, a potem...? Potem była ciemność...
*
- Odejdź od niego, odejdź!- jakieś straszne głosy rozchodziły się po mojej głowie, ale nadal było ciemno.
- Fraaan!- wrzasnęło coś nade mną.
Zamknęłam i otworzyłam oczy. Jasno, za bardzo. Zamknęłam znowu. Otworzyłam- ciemno. Zamknęłam i uderzyłam pięścią w łóżko. Uchyliłam powieki jeszcze raz, ostrożnie. Zobaczyłam szpitalną salę. Obok mojego łóżka na taborecie siedział Diego i trzymał moją rękę. Chciałam jeszcze ją wyrwać, ale nie dałam rady.
- Co narobiłaś?- zapytał mnie z wyrzutem, ale spokojnie, Diego.
Ja? Przecież nic nie zrobiłam, chciałam mu to powiedzieć, ale by krzyczał, zresztą nie mogłam wypowiedzieć słowa.
- Co? Nie odpowiesz?!- powiedział
Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
- Ty idiotko, ty szmato!- wrzeszczał i zaczął mnie bić. Pierwsze po twarzy, a później wszędzie. Próbowałam się bronić, ale nie dawałam rady. Znowu uderzenie w głowę...(...)
*
     - Już go wypuścili- orzekła podirytowana Natalia, która stała oparta o framugę drzwi.
- Nie wiem, czy tak powinni. Przecież tak pobił Fran i młodego- tym razem to był Maxi.
- Od dawna powinna rzucić tego drania- odezwał się Fede, wstając ze stołka- Siadaj Vilu.
- To chora sytuacja- rzucił Broduey
- Żebyście wiedzieli. Sory, Naty- ktoś wszedł do pomieszczenia, ale nie wiem kto- Już dawno powinienem rozprawić się z Diego, albo chociaż zapewnić bezpieczeństwo Francesce i Federico.
- Teraz będziesz musiał się nią zająć- powiedziała Ludmiła, poprawiając swoje loki.
- Wiem. Tak zamierzałem zrobić tylko- zaczął, a ja rozpoznałam głos i w ogóle odwrócił się do mnie przodem. Ja ogólnie miałam oczy otwarte, ale nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi-tylko Fran się nie zgodzi.
- Marco ma rację, ona się nie zgodzi- rzucił Broduey- Będzie znowu mówić, że jest jego własnością, i że pomógł Alexandrze.
- Ale Alex jest już zdrowa- oburzyła się Lu.
- Ale wiesz, jaka jest Francesca- powiedział Fede i dotknął jej ramienia.
     Ja poczułam się okropnie. Przecież moi przyjaciele chcą mi pomóc, przecież kocham Marco i nie chcę takiego życia, jak mam teraz. I co z tego, że Al jest już zdrowa? Przecież to wszystko dzięki Diego...
Łzy spłynęły mi po moich policzkach, wywołując pieczenie, tam, gdzie miałam rany.
- Fran?- zapytała Camila, a ja udałam, że dopiero się obudziłam i starłam szybko wierzchem dłoni łzy.
- Gdzie Federico?- zapytałam od razu.
- Tu jestem!- Fede mi się pokazał i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Nie ty, głuptasie!- powiedziała Ludmiła, ciągnąc męża za nadgarstek.
      Nagle do sali wszedł mój syn z podbitym okiem.
- Jezu, Fede- powiedziałam i podniosłam się na łokciach na łóżku.
Przybiegł zaraz do mnie i się przytulił, a łzy spływały mu po podbitych policzkach
- Mamo, ja się dobrze czuję, a ty?- spytał- Nie wracajmy już do taty, dobrze?
Ta scena sprawiła, że wszyscy wybuchnęli płaczem i ja też, ale zawahałam się przez moment. Nie teraz tylko dobro Federico się liczy.
- Dobrze, synku.
~*~
2 lata później, Argentyna

- Mamo, a tata wie, że ma córeczkę?- zapytał nagle Feduś, podbiegając do mnie i Marco, który trzymał na rękach naszą córeczkę, Natalię.
- Fede, to nie jest córeczka twojego taty- powiedział Marco- Tylko moja i twojej mamy.
- Ale, jeśli mama była z tatą...- nie dokończył, bo najwidoczniej nie wiedział jak.
- Skarbie, to twoja siostra, a moja i Marco córka, natomiast taty bratanica.
- A, to Marco to brat taty?- zapytał z zainteresowaniem i o dziwo spokojem, Fede
- Tak, słonko- odpowiedziałam mu
- W takim razie nie chcę cię znać! Ty też będziesz bił mamę i Natę. To na pewno rodzinne- zaczłą krzyczeć, rzucać się i uciekł.
- Przepraszam- szepnęłam do Marco
- W porządku, rozumiem- odpowiedział Marco, dając całusa w czoło Natalii.
*
To tylo!
Sorki, że tak długo musieliście czekać,  ale to wszystko tak wyszło...
One- shota miałam już w szpitalu napisanego, bo mi się nudziło, ale ilekroć siadałam do pisania to jedno zdanie i już trza było iść.
No, ale mniejsza oto. 
Znowu podziękuję za nominację do LBA od mojej Nikoletty, a to wielki zaszczyt!
Dla moich obserwatorek: Natalii Saldacz, Mio Akanishi, znów Nikolettcie i za komentarze pod postem, dotyczącym zawieszenia mojego bloga...

Dziękuję Wam za ponad 1000 wyświetleń, a dokładnie za 1,111!!!!
Jesteście kochani. 
Dzięki za trzynaście taków w ankiecie i komentujcie!

A teraz tak, mam napisanego jakieś dwie części takiego wojennego shot'a, ale nie wiem, czy to byście chcieli, dlatego na propozycje, pomysły i opinię, czekam w kometarzach.
Tyle dłuuuuugaśnej przemowy...
Julie Walter :*)

poniedziałek, 17 lutego 2014

LBA !!!!

Zostałam nominowana do LBA, przez moją kochaną Nikolettę z bloga http://opowiadania-federico-y-ludmila.blogspot.com. No właśnie :D Ale się cieszę, to moja pierwsza nominacja, a to pytania od niej:


1. Opisz swój wygląd w kilku słowach :D
Hmm... Blond włosy, duże oczy zielono-szaro-niebieskie. Prosty nos, pełne duże usta i pieprzyk na prawym policzku. ;) Nie za ładna, ba, brzydka :D

2. Opisz swój charakter w kilku słowach :D
Jestem nieśmiała i uparta, jak moja babcia. Czasem ciekawska, ale przyjacielska i chętna do pomocy.

3. Czemu zdecydowałaś się na prowadzenie bloga o takiej tematyce? ;)

Myślę, że zainspirowały mnie inne blogi o Violettcie, których talent prowadzących podziwiałam i chciałam, tak jak one, pisać tak dobrze :)

4. Ile czasu tygodniowo poświęcasz swojemu blogowi?

Raz, góra dwa razy w tygodniu ;)

5. Opisz swoje ulubione bloggerki bez zdradzania ich tożsamości. ;)

Och, ciężka sprawa...No to tak: jedną uwielbiam za jej świetny styl pisania, za jej niezwykłe opowiadania, które wzbudzają we mnie tyle emocji. Pisze ona bardzo wzruszająco, a zarazem pięknie, jej posty nigdy nie są nudne i zawsze mają jakieś przesłanie :). 
Druga pisze o jednej z moich ulubionych par- Fedemili. Jej opowiadania również wnoszą coś ze sobą. Podziwiam jej talent pisarski i to, jaką popularność ma jej blog. Zresztą, należy jej się :) 

6. Poleć mi jakiegoś bloga, którego jeszcze nie czytam ;).

Ech... A czego Ty nie czytasz?... może to ... i na przykład ...to.... Nie wiem, czy to czytasz, ale no.... ;)

7. Dokończ zdanie: Przyjaźń jest...

najlepszą rzeczą, jaka może człowieka spotkać. Jest oparciem w trudnych chwilach, światełkiem w tunelu, czymś, co nigdy nie zawiedzie, na co zawsze można liczyć...

8. Które zdanie najlepiej Ciebie opisuje?
  a) realistka, która zawsze wie, czego chce.
  b) marzycielka, dla której każda chwila jest najpiękniejszym z prezentów.
  c) optymistka, dla której po każdej burzy wschodzi słońce.
  d) pesymistka, która nie widzi sensu w ciągłym wyczekiwaniu lepszego dnia.

Myślę, że marzycielka, dla której każda chwila jest najpiękniejszym z prezentów, choć optymistka, dla której po każdej burzy wschodzi słońce, też pasuje...

9. Co sądzisz o moim blogu? ^^

Och, przecież wiesz, że go kocham! Jest wspaniały.. <333

10. Czy gdybyś wiedziała kiedy umrzesz, zmieniłoby to Twoje podejście do życia?

Zdecydowanie tak! <3

11. Gdybyś była na bezludnej wyspie i znalazłabyś lampę Alladyna, jakie byłyby Twoje 3 życzenia? :D Pamiętaj, że nie możesz prosić Dżina o opuszczenie wyspy :D.

I znowu trzeba się zastanawiać... :). O co ja bym mogła prosić?!
Na pierwsze życzenie zażyczyłabym sobie, żeby ten ów Dżin postawił na mojej drodze osobę, której mogłabym zaufać, z którą dzieliłabym się każdym moim przeżyciem, która by zawsze mnie wysłuchała i doradziła. Chciałabym takie oparcie w ciężkich chwilach w osobie przyjaciela
Dwa. Chciałabym na chwilę przenieść się do przyszłości i zobaczyć, jak będzie wyglądało moje dlasze życie. Czy będę szczęśliwa i takie te. A trzecie życzenie? Może to głupie, ale chciałabym aby na świecie nie było żadnych wojen, śmierci, chorób i głodu. Ale jest pewne, że życie nie jest idealne. Pomarzyć zawsze można.. :)

A teraz moje pytania:

1. Jak to się stało, że założyłaś bloga?

2.  Cenisz sobie bardziej przyjaźń, czy miłość? 

3. Opisz siebie w kilku słówkach.

4. Gdybyś mogła zamienić się z jednym z bohaterów Violetty, kto by to był i dlaczego?

5. Dokończ zdanie: marzenia są....

6. Gdyby się okazało, że zostało ci parę miesięcy życia, to jak wykorzystałabyś ten czas, który ci został?

7. Który cytat?
"Nadzieja matką głupich"
" Nadzieja umiera ostatnia"

8. Czy chciałabyś zmienić coś w swoim życiu?

9. Gdybyś miała możliwość spełnienia jednego życzenia, to co by to było?

10. Co myślisz o moim blogu?

11. Dokończ:
Życie jest....
Śmierć to...

To będzie na tyle i teraz kogo nominowałam..:
(kolejność przypadkowa :D)

http://kochajmarziwierzjeslimozesz.blogspot.com

http://amor-es-imprevisible.blogspot.com

http://violetta-and-her-world.blogspot.com

http://salta-blogoviolettcie.blogspot.com

http://esperanza-ultima.blogspot.com

http://ti-credo-mucho.blogspot.com/

http://marcesca.blogspot.com/

http://quiero-besarte-leonetta.blogspot.com/

http://dorolafedemilamarcescanaxi.blogspot.com/

http://nueva-historia-de-amor.blogspot.com/

http://quiero-ser-tu-todo.blogspot.com/

*
 I tak jeszcze dodatkowo- dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim postem.
Dzięki Natce, Nikolettcie, chłopakowi, Mio Akanishi i Clarie Ponte, oraz moim nowym obserwatorom:
Mio Akanishi, Nikolettcie i Natalii Saldacz! Jesteście kochane <333

Dobiliśmy do  1000 wyświetleń!!!!!!!

Kocham Was, naprawdę. I postaram się szybko dodać shot'a o Marcesce, a potem Naxi!!!

Julie Walter :*)






piątek, 14 lutego 2014

Witajcie moi drodzy!

  Tak na początek, to chciałam życzyć udanych walentynek. Dostaliście jakąś kartkę?
A tak po drugie to nie wiem, czy pisać dalej tego bloga...
Bo ani wyświetleń nie mam, ani komentarzy, a moje posty są beznadziejne i wieją pustką.
Tak, tak. W ankiecie niby 9 głosów na tak, więc ja taka happy, ale okazuje się, że jednak nikt mnie nie czyta.
Tak więc, jeśli sytuacja się tu nie poprawi to bloga zawieszam...

To tyle, może dodam jeszcze jakieś walentynkowe cosik .

Buy Julie :*)

sobota, 8 lutego 2014

" Proszę, nie bij"- [Marcesca]

"Proszę, nie bij!"
Jeśli ktoś nie radzi sobie z problemami- ucieka się do jednego wyjścia-
bije.

Cz. I

       Zmusiłam się na uśmiech. Popatrzyłam z tęsknotą na Marco, który stał z tyłu. Przytuliłam jeszcze wszystkich szybko i ruszyłam w stronę samolotu.
- Francesca, trzymaj się!- krzyknęła jeszcze za mną moja najlepsza przyjaciółka, Camila. 
Weszłam na pokład. Dwa rzędy zajmowała moja rodzina- tata, mama, młodsza siostra Alexandra i Diego- mój mąż. Lecieliśmy do Ameryki Północnej, gdzie Alex miała odbyć ważną operację. Ma 6 lat. Nie mówi od urodzenia. Zabieg jej odbywa się dopiero teraz, gdyż wcześniej nie mieliśmy pieniędzy na operację. Kiedy wzięłam ślub z Diego, już nic nie stało na przeszkodzie, tym bardziej, że obiecał sfinansowanie tej kosztownej operacji. On jest taki wspaniały, tyleże go nie kocham. Tak, to prawda nie kocham go. Kocham Marco, ale to właśnie Diego, który "pilnie potrzebował żony", został moim mężem. On pracował w Stanach, a ja musiałam ratować moją kochaną siostrę. Mam jednak nadzieję, że moje życie będzie inne niż mojej matki z ojcem. Mama kochała tatę, on pił, ale to nie był dla niej problem. Zawsze umiała rozwiązywać problemy i wierzyła, że po ślubie ojciec przestanie. Myliła się, na domiar złego tata strasznie ją bił, a ja, sadzana na taborecie w kuchni, musiałam na to wszystko patrzeć. Raz nie wytrzymałam. Porwałam się ze stołka i uciekłam do pokoju. Tata odwrócił wtedy uwagę od mamy, która ledwo patrzyła na oczy i złapał mnie. Czułam jego silne ręce wszędzie, czułam jego uderzenia i kopniaki. Bolało mnie wszystko, jednak nie płakałam, byłam silna i wiedziałam, że mama bardziej cierpi, wiedziałam, że uratowałam ją od silnego kopniaka ojca. Wrzucił mnie później do szafy. Uderzyłam o deskę głową i po chwili zemdlałam. Nikt nie mógł mi pomóc w zamkniętej na klucz szafie, ani babcia, która w czasie bitek chowała się na strychu, ani mama, która leżała już półprzytomna. Od wtedy boję się ojca, boję się szaf. Od tamtego czasu zaczęłam uciekać z domu, albo chować się najciemniejsze kąty, nieraz do piwnicy nawet...
Mama zauważyła, że najlepszą ucieczką od problemów jest alkohol. Zaczęła pić i ona. Byłam pozostawiona sama sobie, co prawda miałam babcię, ale ona stwierdziła, że "jak zrobili dzieciaka, to niech go tera niańczą". Także na babkę nie miałam, co liczyć. Wychowałam się sama, miałam trudne dzieciństwo.
*
6 lat później, Argentyna
      - Świetnie!- powiedziałam patrząc na literki, napisane przez mojego synka. 
Siedzieliśmy w jego pokoju przy stoliku i pisaliśmy.
- Teraz "b"!- powiedział dumny z siebie Fede i narysował kreskę oraz dwa staranne brzuszki.
- Mamo?- powiedział nagle z niepokojem i strachem w oczach
- Czyżbyś zapomniał, co jest po "b"?- zapytałam rozbawiona świetną grą aktorską Fede.
- Nie, to tata wrócił- szepnął ledwo słyszalnie.
Zerwałam się z miejsca i spojrzałam przez okno, gdzie na poboczu stało czarne BMW z przyciemnianymi szybami.
- Feduś, siedź tu i nie wychodź!- krzyczałam już zdenerwowana- Pisz dalej, albo poukładaj puzzle, albo, o! Pobawisz się autkami?- zapytałam i nie czekając na odpowiedź szybko ściągnęłam pudełko z samochodzikami.- Ja zaraz wrócę.
Zbiegłam na dół. Diego był już w kuchni i rozglądał się po niej ciekawie.
- Francesco, powiedz mi dlaczego tu jest taki bałagan- zapytał dziwnie pokojnie.
- Bo, ja...- zająkałam się- Uczyliśmy się z Fede i...
- Powiedziałem ci, że jak wracam to ma być porządek!- przerwał mi i zaczął krzyczeć. Za chwilę podszedł do kuchenki, na której stała patelnia. Trącił nią tak, że z hukiem spadła na podłogę
- Przepraszam powiedziałam przestraszona
- Dobrze- odpowiedział i spokojnie rzucił jeszcze trzy szklanki na podłogę, wiedziałam, że tak szybko nie odpuści, że to cisza przed burzą. Nie myliłam się. Już za chwilę zamachnął się i uderzył mnie pięścią w twarz. Chwycił moją głowę w swoje silne dłonie i wyszeptał mi prosto w twarz:
- Piękna buźka!- po czym odszedł.
Odetchnęłam z ulgą, nim się spostrzegłam Diego wymierzył prosto w nos- A teraz wynoś się stąd! Do jutra nie chcę cię widzieć!
     Dotknęłam swojego nosa. Po chwili popatrzyłam na palce, zobaczyłam tam krew. Stwierdziłam, że to i tak dobrze, bo Diego miał dziś dobry humor
- Feduś, chodź!- krzyknęłam, wbiegając do pokoju i chwyciłam się framugi drzwi, żeby nie upaść.- Idziemy do cioci Ludmiły!
- Mamo- podszedł do mnie i przytulił- W porządku?
- Tak, oczywiście- kiwnęłam głową i wymusiłam uśmiech- Chodź, chodź, pobawisz się z Ruggusiem.
Zareagował od razu. Tak bardzo lubił tego chłopca. Po chwili ubieraliśmy się na dole, a zaraz potem wyszliśmy już na zewnątrz.
Ostre powietrze wpiło się w nozdrza, a podmuch wiatru uderzył we mnie, wywołując kręcenie się świata wookół. Prez chwile poczułam falę gorąca, która z kolei zamieniła się w lodowaty i przejmujący chłód. Zadzwoniłam do drzwi państwa Pasqurelli, podczas, gdy Fede otrzepywał buty. Patrzyłam na jego nogi i nagle zrobiło mi się czarno przed oczami, a ziemia, jakby rozpłynęła się. Po chwili poraziło mnie jasne śwaitło dnia i śniegu. Przytrzymałam się szybko framugi drzwi. Federico tak się ucieszył, że nas zobaczył, że wyciągnął rękę, by się przywitać. Zrobił jednak taki zamach, że skuliłam się, bojąc się, że mnie uderzy.
- Matko, Fran! Myślałeś, że cię uderzę?!- chwycił mnie za ramię i wprowadził do domu, patrząc przy tym na przestraszonego Fedusia.- Fede, chodź! Ruggero właśnie buduje kolej dla swoich pociągów.
Mój syn szybko zrzucił z siebie kutkę i pobiegł na górę, a ja schyliłam się, by ją powiesi na wieszak.
- Zostaw- powiedział mój przyjaciel i zrobił to za mnie, po czym zaciągnął mnie do łazienki i przyłożył kawałek chusteczki namoczonej wodą, pod nos i na kark.
- Trzymaj ten papier, ja zaraz przyjdę!- powiedział i zniknął za drzwiami. 
Usiadłam zrezygnowana i osłabiona kolejnymi ciosami, na skraju wanny i zamknęłam oczy. Za chwilę poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- A to za co znowu?- zapytał Maxi, dotykając mojego policzka. Za nim pojawiła się też Naty, która spojrzała na mnie z troską.
- To moja wina- rzuciłam, spuszczjąc głowę.
- Zejdźcie na dół, zrobiłem kawę- krzyknął gdzieś z kuchni Federico.
Po chwili siedziałam już na kanapie, gdzie pomogli mi dojść moi przyjaciele.
- Fran, kochanie, wszystko w porządku?- zapytała Ludmiła, która dopiero co wróciła do domu- Dobrze się czujesz? Co ci ten idio... Diego zrobił?- spytała i podbiegła do mnie unosząc mój podbródek do góry.
- Mówiłam już, że to moja wina!
-Co więc zrobiłaś?- zapytała Naty już podirytowana moim zachowaniem.
- Nie wasza sprawa- rzuciłam obojętnie
- Właśnie, że nasza!- oburzył się Maxi
- Nie umyłam naczyń i nie posprzątałam kuchni...- wykrzyczałam
- Zbił cię za takie coś?- zapytał Federico, wybałuszając oczy
- Francesca, odpuść sobie- szepnęła Lu- Widzisz co on z tobą robi?
- Dajcie mi spokój- krzyknęłam na wszystkich i na chwilę zamilkłam- Nie rozumiecie, że to mój mąż?! Że on pomógł Alex?
- Fran, co ty w ogóle...- popatrzył na mnie Federico, ale nie skończył mówić, bo mu przerwałam:
- To co słyszałeś!- odparłam wrogo- Nie próbujcie mnie pouczać i nie prawcie mi kazań! I tak was nie posłucham!
- Francesca, ale czy ty nie rozumiesz?! On cię bije za takie coś...- zaczął Maxi
- Wszystko  rozumiem- odkrzyknęłam- To ty nic nie wiesz! Jestem jego własnością...
- Jego własnością?!- krzyknął Federico z wypiekami na twarzy ze złości- On cię tak traktuje, a ty jeszcze z nim jesteś...
Nie zwróciłam już na nich uwagi, bo wybiegłam z domu. Było zimno, a ja wyszłam bez płaszcza.
- Violetta- pomyślałam i pobiegłam w stronę jej domu. Zadzwoniłam dzwonkiem.
- Francesca?- zapytała Viola i od razu wpuściła mnie do środka.
- Ciocia, ciocia!- zaczęły biegać i krzyczeć bliźniaki Leóna i Violki, Angeles oraz Jorge. Wtedy zawirowało mi w głowie  i chwyciłam się ściany.
- Wujek Diego znowu cię zbił, ciociu?- zapytała Angeles i złapała mnie za rękę.
- Nie Angie, nie- skłamałam- Tylko trochę się źle czuję.
      Violetta popatrzyła na mnie z troską, to samo zrobił León. Usiadłam na krześle w kuchni, podczas, gdy Vilu i León przynieśli mi wodę oraz kawałek ciasta, który upiekła i dała Olga
- Dziękuję!- powiedziała i spokojnie popatrzyłam za okno. Do drzwi Verdas' ów zbliżał się Diego, ciągną za sobą Fedusia

*****
Tadam! Oto pierwsza część mojego shot' a. Mam nadzieję, że spotkam po nim parę słowek. 
Mrr..CałUski   Julie Walter;*)


sobota, 1 lutego 2014

One- shot by Naxi..."Zabrała mi go."


 " Zabrała mi go"

Przeglądała album ze wspólnymi zdjęciami. Natrafiła na wiele fotek z koleżankami, przyjaciółkami, i przypomniała jej się pewna historia. Historia tych  jej przyjaciółek, które pokłóciły się o pewnego chłopaka, a ona stała pomiędzy nimi dwoma....
 *
Natalia z Camilą siedziały na ławce przed Studio i bardzo się z czegoś śmiały. Nagle dołączyła do nich Francesca, która  zaraz pobiegła z Cami do Violetty. Naty nie była jeszcze do końca "wtajemniczona" w to życie Violki, więc została w parku. Siedziała chwilę wygrzewając nogi w południowym słońcu.  Wokół panowała błoga cisza, której nie zakłócał nawet śpiew ptaków.
- Naty...- usłyszała piękny męski głos i potrząśnięcie za ramię. Otworzyła oczy. Ujrzała pięknego młodzieńca o bujnych lokach i ciemnych oczach oraz z nieodłącznym jego elementem- czapką.  Uśmiechnęła się do niego i patrzyła mu w oczy, a on robił tak samo. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, po co przyszedł i zwrócił się do dziewczyny:
- Lekcje się dawno zaczęły...- ale nie dokończył, gdyż dziewczyna od razu zerwała się z miejsca,
- Właśnie, lekcje! Już tak późno!!!! Angie mnie zabije!
Zaczęła w pośpiechu pakować swoje rzeczy z ławki do torby, kiedy Maxi chwycił ją za ramię.
- Natalio, spokojnie, to tylko dziesięć minut!- zaczął ją uspokajać.
-Ale...- łzy zaczęły napływać jej do oczu, bo ona już taka była, płakała na każdym kroku, i jeszcze teraz, kiedy jej niby '' przyjaciółki'' nie zawołały jej.
- Nata, płaczesz?- zapytał i  otarł rękawem swojej bluzy pojedynczą łzę, spływającą po jej policzku/
- Nic mi nie jest odpowiedziała dziewczyna i pobiegła do Studia.
*
Francesca uśmiechnęła się na samo wspomnienie tej śmiesznej, według niej chwili. Chociaż sama nie wiedziała, co tu było śmiesznego. Nagle w ręce jej wpadło kolejne zdjęcie
- Zdjęcia z egzaminów...- uśmiechnęła się Fran i wróciła do wspomnień.
*
 Maxi i Naty przyjaźnili się.  On pisał do niej SMS'y i dzwonił, a Naty zastanawiała się czasem po co? Po co dzwonił, żeby tylko ją usłyszeć?
Tak myślała, bo tak to wyglądało. Podobno chciał wrócić do Camili, jego byłej, ale on zwracał uwagę tylko na Natę. Dziewczyna pewnego dnia sama się pogubiła....
 A było to w dzień egzaminów. Camila zestresowana chodziła tam i z powrotem po korytarzu, a Naty była coraz bardziej wkurzona stukaniem jej obcasów. Nagle Maxi wstał z krzesełka, na którym siedział i podszedł do Natalii, która stała pod ścianą. 
- Usiądź chwilę ty!- powiedział i w ułamku sekundy zobaczyłam w jego ramionach rudą. Myślałam, że wybuchnę, ale po chwili spokojnie stwierdziłam, że to tylko wina Camili, która na Maxiego  wpadła. Uniosłam wysoko podbródek i usiadłam na krześle, przyglądając się jeszcze otrzepującej koszulę, Camili.
*
- A potem była ta impreza... - szepnęła cicho Włoszka
*
I wtedy na imprezie Hubert całkiem zapomniał o Naty. Teraz liczyła się dla niego jego była- Camila. Z nią tańczył, na nią patrzył. Ale kompletnie ignorował Natę.
Po chwili dziewczyna zobaczyła, jak jej koledzy: Fede, Diego, León, a później Maxi, wychodzą na pole.
Zorientowana mniej więcej w sytuacji, pobiegła za nimi. 
Po chwili już paliła z nimi papierosa, a niedawno poznany Fede ( w zasadzie pięć minut temu, nie zamienili ze sobą słowa, ale wiedzieli kto kim jest) przyglądał się jej z uwagą.
Naty poczuła się teraz wyluzowana.
- Jak będziecie jeszcze iść, to mnie wołajcie!- oznajmiła chłopakom i weszła do budynku, który ogarnął ją przyjemnym ciepłem.
- Tańczyła z Diego i Fede, którego wciąż namawiał Maxi, wszystko widziałam- Na ostatniej piosence on podszedł bliżej niej i uśmiechnął się, zaczął podrygiwać do muzyki, już myślałam , że ją poprosi, kiedy cholerny Federico wyciągnął Natkę na parkiet...- mówiła Francesca do siebie, chwytając kolejne zdjęcie.
- Tu już były pokłócone.                                           *                                                                              - Zabrała mi go! Zabrała- krzyczała Naty, pozwalając spokojnie spływać swym łzom po policzkach.- Wiedziałam, że oni do siebie wrócą. Fede mi mówił!                                                        - Natka, oni do siebie nie wrócili- powiedziałam przyjaciółce szczerze.                                               - Ale Federico....- nie dokończyła, bo Francesca jej przerwała                                                                 - Bo Feder chce z tobą chodzić, dlatego ci to powiedział.
 Dyskusja się urwała, a Naty poszła na zajęcia z Gregorio
- Widziałaś ją? Widziałaś?!- krzyczała Camila przez korytarz- To był mój chłopak!
- Ale przecież z nim zerwałaś!- powiedziała już pogubiona Włoszka
- Tak, ale ona z nim chodzi, a to było moje miejsce....- chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Fran nie pozwoliła jej dojść do słowa.
- Oni nie chodzą ze sobą!- krzyknęła Fran, zastanawiając się, po której stronie być
- Nie?- zaświeciła się iskierka nadziei w Camili, która zaraz pobiegła i zginęła Francescę z oczu.
* -" Tak było"- myślała Fran i patrzyła dalej.             -Pewnie jesteście ciekawi zakończenia tej historii?    Ja wam powiem, choć obiecałam dziewczynom milczeć.                                                                   Kiedy Maxi, Naty, León, Diego i Fede wracali do domu Maxi szedł niebezpiecznie blisko Julki. Wszyscy chcieli jej numer telefonu, a ona nikomu nie chciała dać, uległa, gdy Maxi szturchnął ją ramieniem i coś dogadał.  Wtedy wszyscy jej numer zapisali. Potem Maxi do niej dzwonił, a ona sama myślała po co konkretnie... Pisali razem o wszystkim i o niczym, a dźwięk sms'a wprawiał ją o kurcze żołądka.  Camila pogodziła się z faktem, że może i Maxiemu się podoba, ale to, że z nią tańczył jeszcze nic nie znaczy. A ja? Ja trwałam przy tych dwóch skłóconych duszyczkach. Strzegłam, jak anioł stróż i pogodziłam je, dowód?







******

Głupi shot' cik, miał być inny, ale się skapłam, że piszę o Violettcie, a nie o sobie ;) 
No więc trochę moją historią z pewnej choinki zainspirowany.
Czekam na komentarze, bo ten blog jest dla mnie bardzo ważny.  Mam osiem głosów na ''tak'', ale czuję,że tak naprawdę to tylko dwie,trzy osoby serio czytają. 
Prooooszę!
Następny shot postaram się o Fedemili, albo o Marcesce. 
                                   Wiecie, że was kocham???

             No to moi mili, dziękuję.   Hehe, mam 702 wyświetlenia- to wszystko dzięki wam...
Julie Walter